Po ostatniej makabrycznej historii Josefa Fritzla, który przetrzymywał swoją córkę przez 24 lata w piwnicy, gwałcąc ją i mając z nią siedmioro dzieci, cały świat oszalał. Każdy normalny obywatel zadawał sobie pytanie: „Jak to możliwe, gdzie byli sąsiedzi, gdzie była policja?”
Niestety, pytania te pozostają ciągle retoryczne, czasami lepiej nie widzieć niczego, dać święty spokój sąsiadowi, nie mieszać się w nie swoje sprawy, po co być ciąganym po sądach, policjach, stara czasu. Na zło tego świata powinno reagować społeczeństwo. Ciągle pozostajemy bierni na to, co nas otacza, co trzeba zmienić. Sprawa Fritzla otworzyła w pewnym sensie oczy, ale i tak nikt nie robi z tym nic.
Wciąż do szpitali dochodzą zgłoszenia o dzieciach, które w wyniku niedopilnowania ulegają wypadkom albo zostają pobite, bo płakały wtedy właśnie, gdy w domu odbywała się huczna zabawa. „Przeszkadzało nam w opijaniu 30-tych urodzin męża, więc dostało”. Co najgorsze nie chodzi tu o przysłowiowego klapsa w pupę, który ma zasygnalizować, że dziecko zrobiło źle i musi zmienić swoje zachowanie. Tutaj w grę wchodzą ciężkie sprzęty użytku domowego, puste butelki, skórzane paski i to wszystko, co jest pod ręką, a nawet sama reka, która jest nieco „ciężka” w przypadku człowieka będącego pod wpływem alkoholu. Bezbronne dziecko płacze, tym samym, dostając mocniej, bo przecież trzeba je uciszyć! Kiedy przestaje płakać, „rodzice” z powrotem wracają do swoich, jakże przyjemnych zajęć, a z dzieckiem mają święty spokój.
Niestety, kiedy już uprzytomnią sobie, co się tak naprawdę stało, na pomoc jest już za późno. Lekarz wezwany ogłasza zgon. Do akcji wkracza policja, prokurator, skruszeni „rodzice” zostają zatrzymani na czas trwania procesu. W międzyczasie powiedzą kilka naprawdę ciekawych historyjek: a bo dziecko spadło ze schodów, z łóżka, uderzyło się o kant stołu, etc. Na koniec dostają karę pozbawienie wolności. Ale co z tego? Dostaną jeść, ciepły kocyk, telewizor, łazienkę - żyć nie umierać.
Oni przyczynili się do śmierci lub kalectwa małego dziecka, a my musimy łożyć na ich utrzymanie! Bez wahania w takich momentach dwoma rękami podpisałabym apel o powtórny powrót kary śmierci, jednak to nie ma sensu. Kodeks Hammurabiego już dawno odszedł w zapomnienie. A może tak praca w kamieniołomach? Tymi samymi rękami, którymi skrzywdzili bezbronne dziecko? Jestem za.
Takich sytuacji, kiedy dzieci zostają katowane przez swoich oprawców – rzekomych rodziców - jest coraz więcej. Zostają one porzucane na śmietnikach, w lasach, topione jak małe zwierzęta w rzekach. Trwałym śladem fizycznym pozostają obrażenia i urazy: poparzenia, porażenia, paraliże. I jak ma się do tego tłumaczenie „rodziców: przecież „pupa nie szklanka, nie zbije się”. Ale najgorsze są przecież urazy psychiczne, które pozostaną do końca życia... Dziwi mnie też to, że w społeczeństwie jest mnóstwo protestów, począwszy od tych przeciwko gejom i lesbijkom, skończywszy na obrońcach życia poczętego. Dlaczego nie ma w Polsce protestów, przemarszów w obronie życia już istniejącego? Przeciwko przemocy w rodzinie? Przeciwko katom, którzy zabijają to, co poczęli? Czemu nadali nowe życie, imię? Naprawdę, jest nie do pojęcia dla człowieka, który chciałby to zrozumieć.
Przemoc obecna jest nie tylko w domach, ale i na ulicy. Ciągle bezpieczniej jest popatrzeć z perspektywy „zza okna” na uliczną bójkę, niż wziąć telefon i wykręcić numer 112, wzywając policję, która być może uratowałaby życie leżącego i kopanego człowieka. Tutaj jednak pozostaje kwestia połączenia. Numer 112, co prawda jest numerem darmowym, a więc możesz zadzwonić nawet, jeśli Twoje konto jest sumą trzech zer, jednak problem tkwi w tym, że na 112 najzwyczajniej nie da się dodzwonić od razu. Połączenie uzyskuje się po tym, jak „zadyma” już się zakończyła, poszkodowani, jak i sprawcy, już dawno są poza miejscem wypadków.
Polskie społeczeństwo wciąż pozostaje bierne na krzywdę drugiego człowieka. Nikt nie reaguje na monotonny płacz dziecka, nikt nie interesuję się tym, że nagle ten płacz ucichł, nie słychać go. Nikt nie wygląda przez okno, kiedy słychać krzyki na ulicy. I mimo że tyle o tej agresji, przemocy możemy wyczytać, ciągle jest nam to obojętne. Co zrobić, by to zmienić? Co zrobić, aby młody człowiek nigdy w życiu nie katował swoich dzieci? By dzieci były na pogrzebie rodziców, a nie rodzice na pogrzebie swoich niespełna 2 – 3-letnich dzieci. Co zrobić?...
Tarkoś
|