Godzina 14.28 – wchodzę do jednego z miejscowych supermarketów, w myślach powtarzając sobie listę zakupów, poleconą mi przez kochaną rodzicielkę. (Liczba pozycji na owej liście - około 20, czyli nie lada gratka do zapamiętania). Jednak dzielnie wymieniam sobie... „ser masdamer – 30 dkg, polędwica sopocka – 25 dkg, 2 makrele wędzone, soki pomarańczowe, makaron Babuni, szampon, cukier, zmywacz do paznokci... itd.) Podchodzę do punktu wynajmu wózków, kulturalnie daję w zastaw pieniążek – aby przypadkiem nie przyszło mi do głowy buchnąć wózek wraz z zakupami.
Ok, wyruszam w podróż między regałami. Sprawnie prześlizguję się między równiutko poukładanymi piramidami z puszek z psim żarciem. Wychodzę na prostą, zmierzając ku lodówkom z wymaganym przez mamę Masdamerem... Jednak odczuwam coś dziwnego i wcale nie jest to zapach, wydobywający się z owych piramid z psim jedzonkiem. Wydaje mi się, że jestem śledzona... Nie, nie wydaje mi się. To jest prawda. Po plecach przechodzi mi dreszcz, jak podczas oglądania ostatniego horroru.
Myślę sobie DLACZEGO? Nie zażywam narkotyków, nie jestem pijana, nie mam powypychanych kieszeni, nic nie przyczepiło mi się do butów, zatem nie powinnam mieć żadnych obaw. Dobrze, spokojnie odwracam się i co widzę? Widzę dwumetrowego, łysego gorylasa, który pręży się i napina mięśnie, jak zwierzęta broniące swego terytorium. Myślę sobie... oho. Robię unik, skręcam w „Narzędzia i śrubki”, licząc, że zgubię natręta, nic z tego. Wrodzony instynkt podpowiada mi, iż należy uciekać! Zatem wykonuję kilka zręcznych manewrów, ostatecznie znajdując się między sprzętem AGD. Cholera... Tu dopiero jest zoo. Na każdym „skrzyżowaniu” ochroniarz, co kilka metrów kamera, śledząca swym okiem każdy mój ruch... No to się wpakowałam. Teraz już nie tylko nie wiem, w którą stronę się udać, ale i mam na karku z pięciu śledzących. Ale mówię sobie NIE DAM SIĘ. Opanowałam nerwy, po czym skupiłam się na zakupach do końca pobytu w supermarkecie nie odwracając się i nie spoglądając za siebie.
Przy kasie doszło do mnie, że liczba produktów w moim wózku jest znacznie mniejsza, od pierwotnie planowanej, mimo to nie wróciłam się po resztę. Chciałam zapłacić, odebrać swój zastaw za wózek i wyjść na zewnątrz... Tak. Tego chciałam. I szybko tego pożałowałam.
Godzina 15.37 rozsuwają się przede mną drzwi z napisem EXIT... Wychodząc za próg marketu, zostaję osaczona przez stadko hien. No... jak nie goryle to hieny... Co będzie dalej?
Hieny, wyglądały dużo przyjemniej niż goryle, bo były przystojne, elegancko ubrane, z urokiem osobistym, jednak ja się na to nabrać nie dam! Po przemiłym przywitaniu, zostałam od stóp do głów wypsikana próbkami perfum. Koniecznie musiałam wskazać zapach najbardziej mi odpowiadający, po czym wręczony został mi do ręki ów flakonik z pięknym zapachem, którego „woń utrzymuje się na skórze nawet 24 godziny, a zostało to udowodnione przez amerykańskich naukowców”. Usłyszałam: „JEST TWÓJ! ZOSTAŁAŚ WYBRANA KLIENTEM SPECJALNYM I MOŻESZ OTRZYMAĆ TEN FLAKON PO PROMOCYJNEJ CENIE – 50 PLN. MAŁO TEGO, GDY KUPISZ GO TERAZ, DOSTANIESZ DRUGĄ BUTELECZKĘ W PREZENCIE, ZA 25 ZŁ I BĘDZIESZ MOGŁA PODAROWAĆ JĄ BLISKIEJ OSOBIE.
Dziękuję bardzo. Nie dziś. Oddałam perfumy, które zostały mi „podarowane” za 50 zł. I zgrabnie wyminęłam akwizytorów, życząc im powodzenia z kolejnymi KLIENTKAMI SPECJALNYMI. Szłam do domu... Siatki z zakupami wrzynały mi się w dłonie, a osiedlowy monitoring odprowadził mnie pod same drzwi. W progu rodzicielka oznajmiła mi – „tato kupił laptopa, a w prezencie „dostał” kamerkę internetową za 30 zł, chcesz?” NIE CHCĘ. Jeszcze tego mi trzeba...
Może to tylko ja jestem tak wyczulona na wszechogarniającą i szerzącą się kontrolę nad człowiekiem. Nie wiem, w każdym razie w przyszłą sobotę pójdę do sklepu „Pani Jadzi”, która z uprzejmym uśmiechem poda mi wszystko, czego potrzebuję i nie będzie uszczęśliwiała mnie na siłę prezentami za 50 zł.
Korzystając z okazji, pozdrawiam wszystkich panów ochroniarzy – rozumiem, taka wasza praca.
Katarzyna Rogula
|
During cheapest wow gold the event. The first is the 10 English letters to us to fight, finally turned out
Replica Watches Santa Claus. Second, the students are very nervous. Third, guess who contest, the students talked and
tiffany jewelry laughed, very happy. Then, the students wow gold even more nervous. After the lottery is the students singing, very lively. lxf