PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY…
Ślubowanie odbyło się w sobotę, 18 października w hali sportowej „Elektryka”. Jednak wcześniej, czyli o godzinie 10.25, uczniowie i nauczyciele zebrali się na placu szkolnym, gdzie miejsce miała uroczystość złożenia wiązanek kwiatów pod pamiątkową tablicą patrona naszej szkoły. Po tym wydarzeniu wszyscy przeszli do hali, aby stać się „pełnoprawnymi” uczniami „Elektryka”.
Mało kto wie, że przygotowania do tej uroczystości trwały już od wczesnych godzin porannych i wymagały zaangażowania wielu osób, tak aby w momencie nadejścia uczestników wszystko było już gotowe.
Gdy pierwszoklasiści wraz ze swoimi wychowawcami oraz całe grono pedagogiczne i przybyli goście zajęli wyznaczone miejsca, rozpoczęła się ceremonia ślubowania. Wytypowani uczniowie z klas wyszli na środek Sali, aby złożyć uroczystą przysięgę na sztandar szkoły.
W tym czasie w kuchni (tak! w hali sportowej jest kuchnia) znajdowały się osoby, które już za chwilę, miały pomagać w konkurencjach przygotowanych przez samorząd uczniowski. Panował tam chaos, ponieważ już za chwilę wicedyrektor szkoły p. Sławomir Kalisz – prowadzący część oficjalną – przekazał prowadzenie imprezy uczniom i rozpoczął się tak zwany „chrzest kotów” (Otrzęsiny dla klas pierwszych).
Motywem przewodnim tegorocznych otrzęsin była muzyka i moda disco polo. Kiedy na salę weszły przebrane prowadzące oraz Wielki Elektronus, było już wiadomo, że teraz zacznie się prawdziwa zabawa.
Konkurencja nr 1- jedzenie pączków na czas. Bez oblizywania! Wydawałoby się, że to bardzo prosta czynność, ponieważ jedzenie słodyczy to coś, co z reguły każdy potrafi robić. Jednak, nie wszyscy poradzili sobie dobrze z tym zadaniem. Niektórym język sam rwał się, żeby się oblizać, a inni, obierając złą taktykę, wpychali siebie pączka do ust całego na raz, powodując… sami wiecie co.
Kiedy zwycięska klasa odbierała dyplom, na środku sali powstawał tor wyścigowy, czyli konkurencja nr 2 - slalom na hulajnodze (utrudnienie? 2 osoby na raz!). Tu rozpoczęło się istne szaleństwo. Walka o dyplom była bardzo zacięta, a jeszcze większe emocje wywołał „apel” pana dyrektora o przedłużenie toru, tak dla… urozmaicenia. Po długich eliminacjach i jeszcze dłuższych półfinałach wreszcie jedna z klas, która wylała najwięcej potu, dostała upragniony dyplom.
Następny konkurs sprawdzał, czy klasy potrafią działać wspólnie. Miały zawiązać jak najdłuższy węzeł ze… sznurówek. Gdy klasy toczyły zacięty bój o zwycięstwo, szykowano dla nich kolejną niespodziankę. Chyba tego słowa najlepiej użyć, ponieważ biedaki nie wiedzieli, w co się pakują, zgłaszając się do kolejnej konkurencji.
Konkurencja nr 4 - wychowawca karmi jednego ze swoich uczniów, czyli zabawa mająca na celu rozbudować relację miedzy nauczycielem a uczniem. Żeby nie było nudno, trzeba było wymyślić coś specjalnego, dlatego „karmiący” miał zawiązane oczy, a głodny zupełnie nie wiedział, co je i wydawało się, że biedacy chcieli uciec, dowiedziawszy się, że mają do przełknięcia, CAŁY jogurt wraz z dodatkiem-niespodzianką, któż to wie…
Na tym niewątpliwie trudnym zadaniu skończył się konkurs dla uczniów. Rozpoczęła się prawdziwa rzeź, a mianowicie: obcinanie ogonów. Kat był bezlitosny, obcinał ogony wszystkim, bez wyjątków. Również nowo przyjętym nauczycielom, chociaż nie wszyscy zjawiali się na uroczystość, czyżby się jej bali?...
Jednak nowi nauczyciele również mieli szansę, aby się wykazać. Odpowiadali na, jakby się mogło wydawać, banalne pytania dotyczące zasad funkcjonowania szkoły, lecz nie wszyscy znali odpowiedzi. Jedynie pan Jakub Dąbrowski swoimi wiadomościami zadziwił wszystkich obecnych i to właśnie on dostał nagrodę. I to nie byle jaką! Był to czek od samego Elektronusa, o wartości… 5000 zł. Chyba nie muszę dodawać, że pan Dąbrowski będzie mógł się cieszyć tymi pieniędzmi jedynie na papierze...
To był właśnie ostatni konkurs tego dnia. Jeszcze tylko kilka zdjęć z Wielkim Zwycięzcą i można było wrócić do domu. Zwłaszcza, że uroczystość miała miejsce w sobotę!
Myślę, że tegoroczny chrzest kotów można uznać za udany: uczniowie nie dość, że się pobawili, mieli okazję również się najeść - to jest to!
Magdalena Chrzanowska
|