Telefon komórkowy - cóż to takiego? Otóż w dzisiejszych czasach jest to nieodłączny element życia każdego człowieka. Z akcentem na „każdego”. Po komórki sięgają nawet najmłodsi, począwszy od przedszkolaków poprzez dzieci idące do Pierwszej Komunii, a „kończywszy” na staruszkach, którzy za marną emeryturę opłacają rachunki za swoje „mobile-fony”. Co to za chore czasy? Ja do dziś pamiętam, jak cieszyłam się z roweru, na który tak czekałam aż do Komunii. Nie byle jakiego roweru, bo był to czerwony, piękny, niemiecki góral i to z przerzutkami. A dziś... dziś poprzewracało się troszkę w głowach. No, bo wybaczcie. Gdy przedszkolak idzie bawić się z telefonem „wielofunkcyjnym” na szyi (czyt. z mp3, kamerą, aparatem, itd. itp.), to jaką może mieć radość później z „komunijnego roweru”? Żadną, bo rower to on dostał na 6-te urodziny. Na komunię obiecano mu laptopa! Ale zostawmy biedne przedszkolaki w spokoju.
Rolę telefonii komórkowej możemy zaobserwować na każdym kroku: w pracy, pociągu, na ulicy. Wszyscy dookoła rozmawiają, piszą sms-y. I stało się to powszechne. Niemieckie statystyki podają, że przeciętny młody Niemiec wysyła około dwóch tysięcy sms-ów MIESIĘCZNIE. O polskich statystykach na ten temat nie słyszałam, więc wymyślać tu nie będę. Ale uważam, że wcale nie jesteśmy lepsi pod tym względem.
„KOMÓRKA – SAMO ZŁO” – guzik prawda. Wcale nie taki diabeł straszny, jak go malują. Jeśli chodzi o młodzież... Hmm… Odnoszę czasem wrażenie, że dla nastolatków to przede wszystkim dobry sposób zaszpanowania. Im więcej gadżetów, tym lepiej. Im nowszy model, tym większa popularność. Poirytowani nauczyciele często przerywają zajęcia z powodu hałaśliwego dźwięku lub gagatków usilnie starających się wysłać sms-a w sposób „dyskretny” lub tylko niewinnie sprawdzić, ile minut pozostało do dzwonka. Ale nie ma im się co dziwić. Zapewne nikt nie byłby zadowolony z nieuwagi odbiorcy, podczas gdy wypełniałby swą misję poszerzania wiedzy z danego przedmiotu.
Telefon, to rzecz bardzo przydatna, bo w nagłych potrzebach często jest jedynym ratunkiem. Lecz trzeba używać go z głową i w miarę zdrowego rozsądku. Tu wystąpię z małym apelem do Was! Kochani czytelnicy, spróbujcie ograniczyć choć raz ilość wysyłanych sms-ów dziennie do liczby 5. Uda się? Trudne – wiem, bo sama ten eksperyment przeprowadzałam, mimo iż nałogowym sms-owiczem nie jestem. Powodzenia.
KatieR
|